Polska Misja Pastoralna pw. św. Brata Alberta w San Jose (USA) gościła Prezydenta RP Andrzeja Dudę oraz jego małżonkę. Para Prezydencka wzięła udział we Mszy Świętej a następnie spotkała się z Polonią w sali parafialnej.

W delegacji prezydenckiej znaleźli się również ministrowie z Kancelarii Prezydenta: Krzysztof Szczerski i Adam Kwiatkowski, wiceminister MSZ Szymon Szynkowski vel Sęk, Ambasador RP w Waszyngtonie Piotr Wilczek oraz Konsul Generalny w Los Angeles Jarosław Łasiński.

Eucharystii przewodniczył proboszcz miejscowej wspólnoty ks. Jan Fiedurek SChr. Wyraził w imieniu wspólnoty wdzięczność za przybycie do San Jose głowy państwa, widząc w tej wizycie zachętę „do zachowania, pogłębiania i rozwoju narodowego i religijnego dziedzictwa”.

Homilię wygłosił ks. prof. Paweł Bortkiewicz SChr. Nawiązał najpierw do istoty samej Uroczystości Trójcy Świętej i przypominając temat mądrości Bożej, zaznaczył: „nasze zgromadzenie, Towarzystwo Chrystusowe, nasz charyzmat – Wszystko dla Boga i Polonii... – całe to dzieło kard. Augusta Hlonda, który spogląda na nas w tym kościele ze swego portretu dziś, w dobie globalnej wioski nie traci na swej aktualności. Bo świat to coś więcej niż sieć. Świat to człowiek, to jego relacje, to jego język, kultura, wiara i nadzieja, to pragnienia i potrzeby, to bycie w drodze, a ta potrzebuje celu, horyzontu, sensu”.

Kaznodzieja przywołał też znaczące słowa prezydenta Andrzeja Dudy z 2016 r.: „[Polska] narodziła się z wód chrzcielnych do nowego chrześcijańskiego życia, narodziła się dla świata. Wkraczając na arenę dziejów Europy narodziła się dla nas i dla siebie jako wspólnota narodowa i polityczna. Przyjęcie chrztu w obrządku łacińskim określiło naszą narodową tożsamość. Od tej pory mówiliśmy o sobie: My, Polacy. Powiedzieliśmy wtedy „tak” wolności samostanowienia. Pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi budować Naród i państwo, chroniąc je i ginąc za nie”. Podkreślając wagę tych słów dodał: „dziś mamy obowiązek wspierać państwo polskie w jego rozwoju, budowanym na fundamencie chrześcijańskiej tożsamości. Nie ma Polki i Polaka, którzy byliby zwolnieni z tego obowiązku. To nasza powinność, to nasz wymóg sumienia!”.

Liturgię ubogacił śpiewem zespół Adoramus z parafii św. Floriana z Hammtramck pod kierunkiem ks. Mirosława Frankowskiego SChr.

Po Eucharystii Goście przeszli do sali parafialnej na spotkanie z Polonią. Rozpoczęło je wykonanie hymnów polskiego i amerykańskiego. Słowa powitania skierował Konsul Generalny RP Jarosław Łasiński.

Pan Prezydent, zwracając się do zgromadzonych przedstawicieli kalifornijskiej Polonii, podziękował za „podtrzymywanie polskości i za wspaniałą postawę jako Polaków, którzy tu w Kalifornii reprezentują polskość, dając świadectwo tego, skąd jesteśmy, i jacy jesteśmy”. Zarazem zaapelował: „proszę Państwa, żebyście tę jedność – jako wspólnota polska w Stanach Zjednoczonych – stanowili. Czemu? Bo to nam daje niezwykłą siłę oddziaływania na amerykański świat polityki i amerykański świat biznesu. Po prostu dzięki temu my, jako Polska i Polacy, stajemy się tutaj wpływowi. Jest to największe na świecie mocarstwo. To największa moc, przed którą respekt czuje każdy. Więc oczywiste jest, że dobrze realizowane tutaj nasze interesy stanowią fundament tego, żeby Polsce i Polakom dobrze się powodziło w Stanach Zjednoczonych i w Polsce. Proszę, żebyście Państwo tak działali”.

Wyrazem dostrzeżenia przez Prezydenta RP zaangażowania Polonii było wręczenie odznaczeń państwowych oraz flagi Rzeczpospolitej Polskiej. Jedną z nich dla Misji św. Brata Alberta odebrał w imieniu wspólnoty parafialnej proboszcz – ks. Jan.

Spotkanie dopełniły krótkie występy artystyczne, poczęstunek oraz fotografie z Prezydentem i Pierwszą Damą.

 

Pełny tekst homilii ks. prof. Pawła Bortkiewicza SChr:

Najdostojniejszy Panie Prezydencie Najjaśniejszej Rzeczpospolitej wraz z Pierwszą Damą,
Znakomici Przedstawiciele życia publicznego naszego państwa,
Drodzy Bracia Kapłani na czele z Księdzem Janem, gospodarzem dzisiejszych uroczystości, Umiłowani Bracia i Siostry!

Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie

Słowa Chrystusa Pana z Wieczernika mogą stanowić doskonałe wprowadzenie do rozważania wokół dzisiejszej Tajemnicy – Trójcy Świętej.

Pierwsze słowo tego rozważania – to tajemnica, a nawet więcej – misterium
Słowo „tajemnica” niesie w sobie nadzieję, że zdołamy ja poznać, rozwiązać mocą wysiłku intelektu
Słowo „misterium” wskazuje na nieprzeniknioną głębię tego, co niepoznawalne

Jak bowiem zrozumieć życie wewnętrzne Boga?

To życie które pulsuje rytmem daru – tego daru miłości, który jest w Ojcu, który sprawia, że Bóg odrzucony i zdradzony, nie rezygnuje z miłości, ale posyła swojego Syna

Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał. Aby każdy kto w Niego wierzy nie zginął…

Jak zrozumieć tę miłość Syna, który odpowiada tak radykalnie – tak dosłownie „do końca”

On, istniejąc w postaci Bożej, 

nie skorzystał ze sposobności, 

aby na równi być z Bogiem, 

 lecz ogołocił samego siebie, 

przyjąwszy postać sługi, 

stawszy się podobnym do ludzi. 

A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, 

uniżył samego siebie, 

stawszy się posłusznym aż do śmierci - i to śmierci krzyżowej

 

Jak zrozumieć tę miłość Ojca i Syna, Syna i Ojca, miłość, która nie jest i nie może być tylko uczuciem, wolą czynienia dobra, postawą altruistyczną ale ta Miłość jest Osobą – osobą Ducha Miłości?

 

„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie” - mówi Chrystus Pan do swoich uczniów

A mówi to po tych słowach, które słyszeliśmy w ostatnich tygodniach i dniach – o tym, że On i Ojciec są jedno, że poznać Jego to znaczy poznać Ojca, o tym, że potrzeba im, uczniom, i nam współczesnym uczniom Chrystusa – Ducha Pocieszyciela, Ducha Prawdy i Miłości, który pomoże nam zrozumieć to, co jesteśmy w stanie pojąć…

 

„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz znieść nie możecie” - mówi Chrystus w Wieczerniku. Jakby kończył swoją mowę, po to, by dalej mówić przez czyn.

Przez czyn zbawczy – czyn nieskończonej Miłości, w którą jest zaangażowana cała Trójca –

 

Bo tak naprawdę, nie jest najważniejsze na ile rozumiemy, na ile zbliżamy się do zrozumienia Tajemnicy Trójjedynego Boga - ważne jest to, na ile doświadczamy Go w naszym życiu.

 

Dzisiejsza liturgia słowa przypomina nam dwa takie doświadczenia Boga w naszym życiu – to doświadczenie mądrości Bożej i doświadczenie nadziei.

 

Mądrość Boża – to nie jest kwestia wiedzy, kwestia dyplomów, cenzusów naukowych, to nie jest kwestia certyfikatów.

Mądrość Boża to sprawa życia, to kwestia pytań i poszukiwań odpowiedzi – po co żyję? Czy to życie ma sens? Kim jest Bóg w moim życiu?

Przed kilkunastu laty, w Brazylii odwiedzałem pewne miejsce w interiorze w okolicach Aurea. Miejscowy proboszcz przedstawiał starego człowieka i mówił:

- A to jest dziadek Zaleski, który tutaj wybudował kościół…

A na to pan Zaleski:

- Ni, ni, księże proboszczu. Dziadek Zaleski ino cegłę kładł, Pan Bóg kościół buduje…

Ta lekcja eklezjologii, lekcja mądrości została mi – mam nadzieję – na zawsze.

 

I jestem pewien, że mury tego kościoła i innych świątyń, w których Wy, drodzy, gromadziliście się i w Polsce, i w Ameryce to przestrzeń zapisu odkrywanej mądrości… To przestrzeń doświadczania Boga – żywego i prawdziwego

To wielkie uczelnie mądrości Bożej, która nakazywała to życie wiązać z Bogiem która sprawiała, że polscy emigranci budowali w miejscach osiedlenia domy dla Boga i dla siebie, że rozumieli, że ich dziś i jutro jest związane z Bogiem…

Wczoraj rozmawialiśmy – wraz z Księdzem Janem i księdzem Mirkiem z wielkim szacunkiem o Polakach, którzy na początku XX wieku przybyli do Hammtramck, do Detroit, do Chicago... To byli ludzie, którzy przybyli do Ameryki jak najdosłowniej – za chlebem! Ale oni potrafili odebrać sobie od ust ten chleb i oszczędzając na nim zbudować najpierw dom dla Chleba Eucharystycznego. I do dziś imponują te polskie katedry, których toczyło się życie religijne, ale z których szedł też impuls polityczny i patriotyczny (by wspomnieć generała Hallera, Trójcowo i Chicago).

Trzeba byśmy docenili te uczelnie Bożej mądrości.

Wiem, że moi współbracia kapłani, kapłani Towarzystwa Chrystusowego, wiele mogliby powiedzieć na ten temat. Nasze zgromadzenie, Towarzystwo Chrystusowe, nasz charyzmat – Wszystko dla Boga i Polonii... – cale to dzieło kard. Augusta Hlonda, który spogląda na nas w tym kościele ze swego portretu dziś, w dobie globalnej wioski nie traci na swej aktualności. Bo świat to coś więcej niż sieć. Świat to człowiek, to jego relacje, to jego język, kultura, wiara i nadzieja, to pragnienia i potrzeby, to bycie w drodze, a ta potrzebuje celu, horyzontu, sensu. Mądrego spełnienia.

 

Słowo Boże dopowiada nam jeszcze jedno

ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota – nadzieję. A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Świętego, który został nam dany

Wasze losy dotknięte znamieniem emigracji są niewątpliwie niejednokrotnie spełnionym marzeniem, są dziejami sukcesu, są wyrazem satysfakcji…

Ale przecież, każdy, kto realnie patrzy na ten świat wie, że droga do sukcesu jest drogą ucisku

- to droga wyrzeczeń, to droga ograniczeń, to droga porzucania tego co moje, co mi należne, to droga uczenia się miłości, która jest darem i ofiarą

 

Aby zrozumieć taką miłość ofiarną, miłość, która związana jest z trudem i zarazem jest związana z nadzieją, trzeba spojrzeć/wystarczy spojrzeć na postać Patrona naszej Parafii – św. Alberta Chmielowskiego

 

W niezwykłym dramacie Brat naszego Boga Karol Wojtyła – w wielkim uproszczeniu mówiąc – przedstawia  ucisk ówczesnego świata.

Do Adama Chmielowskiego, artysty przychodzi Nieznajomy, ale wyraźnie spójny z portretem komunisty, wręcz z portretem wodza rewolucji bolszewickiej i przekonuje do rewolucji proletariackiej:

Tak, panie Adamie. Rzesze nurtuje wielki, ogromny, bezbrzeżny gniew. Na razie ciągle jeszcze czai się on, zawisa na trzeszczących przęsłach dotychczasowych porządków, ale to nie potrwa długo. Nie może potrwać. Taki jest mój sąd, owoc długotrwałych i uciążliwych podsłuchów

 

Adam odrzuca tę ideę złowieszczej rewolucji bolszewickiej, a potem długą drogą wędruje na spotkanie Miłosiernego. Kiedy kończy swój ostatni, najlepszy obraz Ecce Homo, mówi:

 

-Jesteś jednakże straszliwie niepodobny do Tego, którym jesteś –

Natrudziłeś się w każdym z nich.

Zmęczyłeś się śmiertelnie.

Wyniszczyli Cię –

To się nazywa Miłosierdzie.

Przy tym pozostałeś piękny.

Najpiękniejszy z synów ludzkich.

Takie piękno nie powtórzyło się już nigdy później –

O, jakież trudne piękno, jak trudne.

Takie piękno nazywa się Miłosierdzie.

 

Jest jakąś naszą polską zasługą to odkrycie miłosierdzia, to wiązanie naszego życia duchowego wokół miłosierdzia, Jest największą promocją polskiej kultury ten utwór literacki pt, Dzienniczek, i jest najbardziej znanym obrazem namalowanym przez Polaka na świecie – ten obraz Jezu ufam Tobie.

 

I znów – niezależnie od refleksji teologicznych – doświadczamy tych zależności jako faktu:

- nie pokona się ucisku czy wyzysku drogą przemocy, drogą walki; ucisk wyrabia wytrwałość, a wytrwałość – wypróbowaną cnotę, wypróbowana zaś cnota – nadzieję. A kluczem do zrozumienia tego procesu jest doświadczenie miłosierdzia.

 

Czcigodny Panie Prezydencie,

Znakomici Przedstawiciele życia publicznego, zaangażowani w troskę o dobro wspólne, o res publica

Umiłowani Bracia i Siostry

 

Doświadczenie Boga prowadzi nas w głąb chrześcijaństwa, w głąb naszej wiary

A to jest zarazem droga w samą istotę naszej tożsamości

Przed 3 lat, w 2016 r. Pan Prezydent na Nadzwyczajnym Zgromadzeniu Narodowym w Poznaniu, z okazji 1050 rocznicy Chrztu Polski powiedział

 

Chrześcijańskie dziedzictwo kształtuje losy Polski i każdego z nas, Polaków. To właśnie miał na myśli Święty Jan Paweł II, kiedy mówił ,że nie można bez Chrystusa zrozumieć dziejów Polski. Zgodnie z tradycją Chrzest władcy Polan odbył się w Wielką Sobotę 14 kwietnia 966 roku i to wtedy też narodziła się Polska. Narodziła się z wód chrzcielnych do nowego chrześcijańskiego życia, narodziła się dla świata. Wkraczając na arenę dziejów Europy. Narodziła się dla nas i dla siebie jako wspólnota narodowa i polityczna. Przyjęcie chrztu w obrządku łacińskim określiło naszą narodową tożsamość. Od tej pory mówiliśmy o sobie: My, Polacy. Powiedzieliśmy wtedy „tak” wolności samostanowienia. Pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi budować Naród i państwo, chroniąc je i ginąc za nie. Nie było przesadzone, że się uda, że powstanie wspólnota. Ale udało się. Zbudowano ja na fundamencie wiary, która wrosła w naszą tożsamość, stając się ostatnią tarczą wolności i solidarności. 

 

Te słowa są jak fundament, jak kamień węgielny pod nasze dziś i jutro, i pojutrze… Bo to są słowa, które kładą profil naszego istnienia aż po kres czasów, na wieczność…

I jest okazja dzisiaj, by wyrazić Panu Prezydentowi wdzięczność za te słowa. Najważniejsze słowa, jakie padły na temat Chrztu Polski w tamtym, 2016 roku.

 

Wiemy zarazem, że te słowa nie są dla wielu dzisiaj popularne… Wielu dokonuje dziś próby dewastacji pamięci i tożsamości w cywilizacji zachodniej, w kulturze europejskiej i – co najbardziej boli – w naszej polskiej kulturze.

I jak w tym miejscu nie przywołać słów św. Jana Pawła II sprzed 40 lat, z krakowskich Błoni:

 

Czy można odepchnąć to wszystko? Czy można powiedzieć „nie”? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka?

Oczywiście, że można. Człowiek jest wolny. Człowiek może powiedzieć Bogu: nie. Człowiek może powiedzieć Chrystusowi: nie. Ale — pytanie zasadnicze: czy wolno? I w imię czego „wolno”? Jaki argument rozumu, jaką wartość woli i serca można przedłożyć sobie samemu i bliźnim, i rodakom, i narodowi, ażeby odrzucić, ażeby powiedzieć „nie” temu, czym wszyscy żyliśmy przez tysiąc lat?! Temu, co stworzyło podstawę naszej tożsamości i zawsze ją stanowiło.

 

Czy można powiedzieć „nie”? Czy można odrzucić Chrystusa i wszystko to, co On wniósł w dzieje człowieka?

 

My, tutaj obecni, my, którzy każdego dnia znakiem krzyża wyznajemy wiarę w Trójcę Świętą, my, którzy mamy świadomość, kim jesteśmy i dzięki Komu jesteśmy ludźmi, wspólnotą wiary, wspólnotą narodową, my, naród i my, katolicy – wiemy, jak odpowiedzieć na to pytanie.

 

Od tej pory – pory Chrztu i wyznania wiary - mówiliśmy, mówimy o sobie: My, Polacy. Powiedzieliśmy wtedy „tak” wolności samostanowienia. Pokazaliśmy, że jesteśmy gotowi budować Naród i państwo, chroniąc je i ginąc za nie.

 

Dziś mamy obowiązek wspierać je w jego rozwoju, budowanym na fundamencie chrześcijańskiej tożsamości.

Nie ma Polki i Polaka, którzy byliby zwolnieni z tego obowiązku.

To nasza powinność, to nasz wymóg sumienia!

To jest zarazem współczesne imię patriotyzmu.


17 czerwca 341 680 Drukuj

Towarzystwo Chrystusowe

ul. Panny Marii 4, 61-108 Poznań, tel. +48 61 64 72 100

2014 - 2019 © Wszelkie Prawa Zastrzeżone

projektowanie, design, stron www, design,branding, projektowanie logo, aplikacje mobilne